+ Odpowiedz w tym wątku
Pokaż wyniki od 1 do 5 z 5

Wątek: Czy Fitness jest sexy - pytania o ideał kobiecości

  1. #1

    Czy Fitness jest sexy - pytania o ideał kobiecości

    Czy Fitness jest sexy - pytania o ideał kobiecości






    Niedawno, po zakończonym treningu na stepach, miedzy mną a uczestniczkami zajęć wywiązała się rozmowa na temat ideału kobiecego piękna. Chodziło o to, jaki typ kobiety można nazwać „sexy”? Czy taki, gdy kobiece kształty wylewają się poza biodrówki zgodnie z zasadą „kochanego ciałka nigdy za wiele” lub z drogiej strony - ubrania strzępią się o wystające kości, czy może taki, gdy widoczna jest solidna kostka na brzuchu i żyłka na bicepsie?
    Chuda, czy gruba?

    W dzisiejszym świecie media lansują dwa obrazy kobiet: puszyste, które wbrew pozorom nie chowają się ze swoją nadwagą a mało tego - im większa, tym jest bardziej wyeksponowana przez krótkie kurtki i zdecydowanie przykuse spodnie. Tłuszcz musi się wylewać a im więcej nagości, tym lepiej. Są tacy, których ten typ kobiecej urody przyciąga, jednak są również przeciwnicy, którzy sądzą, że wciskanie się w zdecydowanie za mały rozmiar odzieży jest po prostu śmieszne i odstrasza potencjalnych odbiorców.

    Z drugiej strony widzimy modelki, których chudość woła o pomstę do nieba. Wystające łopatki, skóra opięta na kościach, brak biustu a uda są niczym nogi bociana. Jednak i takie kobiety mają swoich amatorów. Pytanie brzmi: czy bycie chudą i otyłą jest sexy?
    A może umięśniona?

    Wracając do rozmowy moje rozmówczynie stwierdziły, że przytoczone powyżej przykłady zdecydowanie są godne potępienia, lecz spytane przeze mnie o tym „sportsmenki” odrzekły, że za nic nie chciałyby wyglądać jak fitnesski, które stoją na scenie i prężą muskuły a ich żyły wyglądają tak, jakby zaraz miały eksplodować. Troszkę mnie to zdziwiło, przecież dopiero co wszystkie wyszły z zajęć fitness… W wielkim skrócie wytłumaczyłem im, że zawodniczki ze sceny są poddane drakońskiej diecie, która ma za zadanie wyłącznie na tę jedną, krótką chwilę, czyli kilkanaście minut na scenie, uwidocznić każdy, nawet najmniejszy szczegół ludzkiej muskulatury i nijak się to ma z wyglądem fitnessek na co dzień. Podczas dalszej rozmowy stwierdziłem, że większość pań nie chce używać ciężarków w obawie przed nagłym rozrostem mięśni. Są święcie przekonane, że dodatkowe obciążenie spowoduje, iż zaczną przypominać kulturystów, przez co ich wygląd nie będzie już kobiecy. Z naszego dialogu wywnioskowałem, że właśnie w obawie przed nadmiernym rozrostem mięśni młode dziewczyny unikają fitness klubów. Ich strach przed muskularnym wyglądem sprawia, że idą w zupełnie inne - często skrajne strony. Są albo nadmiernie chude albo otyłe, co - jak wspomniałem - nie spotkało się z aprobatą moich podopiecznych. Mało tego - takie kobiety są narażone na ciągłe docinki ze strony społeczeństwa.
    Jak jest wreszcie z tym ideałem?

    Wniosek z tego taki, że ideał kobiecego piękna leży pośrodku i jest nim właśnie typ fitness, czyli kobiety dbającej o ciało w kuchni i w klubie. Przecież te wszystkie, szczupłe „laski”, które jednak bądź co bądź również mijamy na ulicy, dbają o siebie, choć nie zawsze się do tego przyznają. Szczupłość i zgrabna, nienaganna figura uwarunkowana jest przecież pewnym ograniczeniom żywieniowym i aktywności fizycznej. Na treningu spalamy kalorie, przez co redukujemy tkankę tłuszczową (co jest oczywiście na plus) a uwidaczniamy mięśnie, m.in. kostkę na brzuchu, co również spotkało się z aprobatą. Do tego podczas posiłków dostarczamy zdrowych składników pokarmowych, by nasze ciało w dalszym ciągu się rozwijało i mogło stawać się coraz piękniejsze, jędrniejsze i zaokrąglone tam, gdzie tej okrągłości potrzeba.

    Podzieliłem się wreszcie moimi spostrzeżeniami, dotyczącymi ich samych, mianowicie jeszcze pół roku temu, gdy pierwszy raz przybyły na fitness były nieśmiałe, skrępowane i zdecydowanie próbowały ukryć wady swojej sylwetki poprzez szerokie bluzy i spodnie. Dziś jest zupełnie odwrotnie - im więcej nagiego ciała (oczywiście w granicach rozsądku), tym większe zadowolenie i lepszy trening. Nic przecież nie motywuje bardziej, niż zdrowy, wysportowany wygląd i mocne, silne choć nie nadmiernie jak to wcześniej mogło się wydawać, wyeksponowane mięśnie. Po kilkunastu minutach, moje panie z uśmiechem stwierdziły, że jednak sylwetka fitness jest tą, która najbardziej im odpowiada i co ważne te kilka miesięcy ciężkich treningów na stepach wcale nie sprawiło nadmiernego zwiększenia obwodów poszczególnych partii ciała. Wprost przeciwnie - zniknął tłuszcz na udach, boczkach i ramionach a i zarysowały się silne, jędrne kształty nawet z żyłką, która już nie odstrasza, a jeszcze bardziej motywuje.

    Na koniec przesłanie: zamiast przed komputerem próbować odpowiedzieć sobie na pytanie, czy fitness jest sexy i rozwiać wszelkie wątpliwości z tym związane, proponuję wstać z fotela i przyjść na trening. Szybko będzie można stwierdzić, że fitness-woman to pewność siebie, atrakcyjność w każdym calu i chodzący okaz zdrowia.


    źródło: http://www.bb-mag.pl/index.php/fitne...eal-kobiecosci
    Nie doradzam przez PW.
    Pozdrawiam
    maniak7000


    Do poczytania:
    Baza Wiedzy


  2. #2
    Ja na fitness chodzę od pół roku ale nie ukrywam że na początku się krępowałam. Ale teraz jest o wiele lepiej jestem bardziej pewniejsza siebie, i zdyscyplinowana.

  3. #3
    Fitness dla kobiety niezbędny Chociaż wolał bym crossfit dla mojej dziewczyny

  4. #4
    Fitness dodał mi pewności siebie. Początki były trudne, ale opłaciło się

  5. #5
    Kobiety które ćwicza są najpiękniejsze i najzdrowsze przede wszystkim a to pierwszy krok do procesu nie zaniedbania się

+ Odpowiedz w tym wątku

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów